wieczorny bełkot?

Naiwność pierwszego stopnia.
To w skrócie o mnie, od zawsze miałam tendencje do naiwności.
Zbyt szybko ufałam ludziom, a to się bardzo źle kończyło, uważałam kogoś za przyjaciela lub kogoś bliskiego a później okazało się całkiem inaczej.
I był taki moment w życiu, że nie dopuszczałam do siebie nikogo, a jak dopuściłam to z wielkim dystansem. Bardzo mało angażowałam swoje uczucia, emocje.
W ogóle nie wiedziałam co to znaczy płakać, a jak było mi źle, smutno lub miałam problemy to nikomu się nie zwierzałam, to wszystko było w środku mnie, uważałam, że nikogo nie interesuje to, że mam problemy czy, że jest mi smutno.
Mniej bolało po prostu.
Czy żyło się lepiej?
W pewnych momentach tak, mówiłam sobie, że tak jest lepiej dla mnie, mniej rozczarowań lub złudzeń. 
Ale jednak były takie momenty, że już nie wytrzymywałam z tą "samotnością".
I były takie pojedyncze osoby, który naciskały żebym w końcu się otworzyła.
Dla jednej otworzyłam się tak jak nikomu innemu.
Ale ostatnio zauważyłam, że znowu to powróciło. Ta głupia naiwność.
Po ostatnim trochę mnie zmroziło i przeraziło, taki zimny prysznic.
Zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem naiwna do ludzi, uczuć, ideologi miłości.
Kiedyś jak czytałam książki z podtekstem romantyzmu, miłości, było mi to nieznane ale we mnie kłębiła się taka mała nadzieja, mogę nawet powiedzieć, że marzenie, że ktoś mnie kiedyś też tak mocno pokocha, że będę dla niego takim małym całym światem, że każda chwila spędzona ze mną będzie tą najlepszą a do tego będzie uważał, że i tak to niedostatecznie dużo dla niego.
Raczej każdy by chciał, że osoba którą kocha powiedziała mu podobne rzeczy. Nie do końca usłyszmy to co mamy w oczekiwaniach.Miało się nadzieję, że poczuje się spełniony/a.
Chyba dlatego nie lubię czytać książek miłosnych, później po przeczytaniu wracasz do świata w którym tak do końca nie jest.
Nie jest to do końca coś tragicznego, że po tym się nie podniesiesz, tylko uświadamia Cię to, że nie do końca są potrzebne marzenia, nadzieje??A chyba tylko potwierdza to, że jesteś naiwna i to bardzo. 
Ale najbardziej z tego wszystkiego denerwuję mnie to, że stałam się zbyt wrażliwa.
Powstrzymywałam się w niektórych momentach żeby po prostu się nie rozpłakać.
Przez ten czas w którym miałam wyłączone uczucia, teraz to one działają podwójnie, nie zawsze pozytywnie się to kończy.
Ale to uczucie jest zbyt silne, żebym mogła je jakoś trochę ugasić.
Chociaż mimo wszystkiego jest ta malutka nadzieja we mnie, że jednak może być tak, że się bardzo pozytywnie zdziwię.
Podsumowując to wszystko, to mnie bardziej  jakoś umacnia i myślę, że te wkładanie uczucia naprawdę coś dadzą i zbudują coś dużego.


Komentarze

Popularne posty